|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
środa, 17 czerwca 2009
Wakacje, czyli sezon ogórkowy
Czerwiec już w połowie a przed nami zazwyczaj ciepłe i słoneczne dwa miesiące wakacji. Odpoczywają wszyscy po trochu. Uczniowie od szkól, studenci od zajęć i każdy inny na krótszym lub dłuższym urlopie. Ziemia wydaje się jakoś wolniej się kręcić, ludzie są jacyś tacy niedospani. A co dzieje się w świecie piłki nożnej? Czy kibice też dają sobie w lato spokój i zapominają o swej pasji po to, by następny sezon przyjąć ze świeżością? A piłkarze? Wylegują się cały czas na plażach wszelakich słonecznych wysp oddając się co najmniej dziwnym rozrywkom?
Znajomy, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wiele futbol znaczy w moim życiu, spytał mnie ostatnio, co robi kibic piłkarski w wakacje, po zakończeniu sezonu? Odpowiedź na to pytanie przysporzyła mi na początku trochę trudności. Właśnie, co dzieje się ze światem piłkarskich w czasie lata? Jedni pomyśleliby, że obumiera. Wszak nie da się w tym okresie znaleźć w Europie żadnych sensownie interesujących rozgrywek ligowych (z całym szacunkiem dla ligi rosyjskiej ale do popularności rozgrywek zachodnich jeszcze im daleko). Ponadto, nie ma ani Ligi Mistrzów ani nawet żadnych drugorzędnych rozgrywek europejskich. Nie zaliczam do tego grona Pucharu Intertoto bo dla mnie zakrawa on o kiepską farsę. Nagle, jakby świat się skończył, z dwóch spotkań na tydzień naszej ukochanej drużyny nie pozostaje nic! Magazyny sportowe w telewizji robią się krótkie i nudne. Poniedziałkowe dodatki sportowe do poczytnych polskich dzienników są tak odchudzone, że to, co wcześniej starczało nam na godzinną lekturę teraz zajmuje ledwie dziesięć minut. Jednakże, czy jest to obraz prawdziwy? Czy naprawdę organizm futbolowy zachowuję się jakby dostał zawału?
Mistrzostwa, czyli okresowy wyjątek od nudy
Kiedy zbliża się czerwiec a sezon ligowy dobiega końca wszyscy kibice czują, że już niedługo ich tygodniowy rozkład zajęć bardzo się zmieni. Nie będzie tutaj chodziło jedynie o to, że zbliża się sesja dla studentów a rok szkolny ustąpi miejsca wakacjom. Fani takich klubów jak nasz odczują z początkiem czerwca pewne rozczarowanie, gdyż liczba śledzonych spotkań z dwóch tygodniowo nagle spadnie do zera. To wszystko potrwać może nawet do końca sierpnia, czyli naprawdę długo.
Na szczęście dla nas, kibiców piłkarskich, przed wieloma laty wymyślono coś takiego jak turnieje międzynarodowe. Mistrzostwa Świata i Europy, bo o nich właśnie mowa, odbywają się na przemian co dwa lata (każdy z turniejów co cztery). Zapewne wielu z nas zaczynało swą przygodę z futbolem właśnie od takiego turnieju. Nie dziwi to, gdyż podczas tych okazji mamy z reguły do czynienia z najlepszymi piłkarzami na świecie, którzy skupieni w narodowych zespołach walczą ze sobą o trofea, które elektryzują nie tylko zainteresowanych futbolem. Niestety najbliższy taki turniej odbędzie się dopiero za rok w RPA.
Dla tych, którzy nie chcą jednak czekać kolejnych 12 miesięcy stworzona jest inna okazja, jednakże okrojona na troche mniejszą skalę. Chodzi tutaj o Puchar Konfederacji, który ma miejsce zawsze na rok przed Mundialem. Zainteresowanych odsyłam do bardzo ciekawego artykułu – link – mojego wspólredaktora.
Dla większych koneserów istnieją także turnieje reprezentacji U19 oraz U21, zarówno paneuropejskie jak i światowe. Są bardzo ciekawe pod jednym względem. Mamy mianowicie możliwość obserwowania młodych, przyszłych gwiazd futbolu. Nie muszę przecież wspominać o zawodników pokroju chociażby Luisa Figo, który zanim zasłynął w Realu i reprezentacji Portugalii odnosił sukcesy właśnie w kadrze juniorów. Poza tym, od dawna na świecie reprezentacje juniorskie mają później bezpośrednie przełożenie na grę seniorów. Dzieje się tak, gdyż ze względu na swą specyfikę, powszechną praktyką jest sprawdzanie młodych zawodników właśnie na tym szczeblu, przed wprowadzeniem ich do kadry „właściwej”. Zachęcam zatem wszystkich do oglądania tegorocznego EURO U21, o czym też będzie okazja na Redlogu przeczytać, np. tutaj. Nigdy bowiem nie wiecie, czy ci chłopcy, których zobaczycie nie zaczną porywać tłumów na szerszych wodach.
Okno transferowe – nie czytaj tabloidów!
Inna, przykuwającą uwagę częścią przerwy międzysezonowej jest tzw. okienko transferowe. Nikomu nie muszę tłumaczyć o co chodzi, bowiem zapewne wszyscy z was śledzili finalne stadium przekomicznej sagi transferowej pod tytułem „Ronaldo – odchodzę, nie odchodzę, odchodzę”. Tak się bowiem składa, że w okresie wakacyjnym na pierwszy plan wychodzą działacze klubowi na jakiś czas zastępując zawodników. Kluby walczą ze sobą o znanych zawodników, nierzadko przesadzając w licytacjach. Nie chcę w tu nikogo oceniać gdyż nie tego dotyczy ten artykuł. Jednakże gdy śledzę tegoroczne dokonania Realu mam ochotę puknąć się w głowę.
Same kluby dają nam podczas wakacji rozrywkę w postaci ciągłych spekulacji transferowych i różnych dramatycznych zwrotów akcji, które maja miejsce jeśli dany zawodnik wybierze inny klub i trzeba w zamian poszukać usług kogoś innego. Aczkolwiek to prasa i wszelakie media twarzą wręcz histeryczną otoczkę wokół całej sprawy. W istnym wyścigu po kolejne słupki w rankingu czytalności rywalizują ze sobą obecnie zarówno tabloidy jak i media poważne. Ci pierwsi z reguły przodują w transferowych plotkach, czasami wręcz tak absurdalnych jak ta o możliwym przejściu Fernando Torresa do United. Nie muszę zatem wspominać, że zdecydowana większość tych spektakularnych doniesień nigdy się nie realizuje.
Przyznam szczerze, że dla zdrowia i realnej możliwości oceny rzeczywistości po prostu odradzam śledzenia doniesień tego rodzaju mediów. Co innego tyczy się dzienników sportowych, które w tym czasie po prostu nie mają o czym pisać jeśli chodzi o futbol i w ten sposób zapełniają sobie te kilka stron, często sporymi zdjęciami. Polskiemu „Przeglądowi” brakuje jeszcze trochę do hiszpańskich gazet jak AS, MARCA czy kataloński SPORT ale widać przyszłość w jasnych barwach.
Do największej tuby przekazu plotek transferowych zaliczyć trzeba oczywiście internet, gdzie wymiana informacji przebiega najszybciej. Z tego powodu nierzadko mamy do czynienia z sytuacjami gdzie zainteresowane kluby czy też piłkarze z wyprzedzeniem dowiadują się o swojej przyszłości. Nie chcę być źle zrozumiany, nie odradzam nikomu śledzenia informacji transferowych. Zwracam jedynie uwagę, aby umiejętnie filtrować informacje i dać się ponieść emocjom. Powiem jednak szczerze, że w tym okresie zaczynam z reguły dzień od sprawdzenia nowych doniesień z tego pola, czym także kończę wieczór.
Turnee po antypodach, czyli o „przedsezonie” słów kilka
Na koniec zostawiłem sobie kwestię, która nie tylko chronologicznie zasługuje na wspomnienie w tym miejscu. Jest to także drobna namiastka tego, co możemy zobaczyć w nadchodzącym już dużymi krokami nowym sezonie. Nie można jednak brać tego co ujrzymy na serio, gdyż nie zawsze forma przedsezonowa przekłada się na ta właściwą w lidze. Z drugiej strony, jest to częstokroś doskonała możliwość obejżenia swej ukochanej drużyny dla kibiców, którzy z powodów odległościowych nie mogą obejżeć swoich ulubieńców. Przede wszystkim jest to bardzo dobrze zorganizowana akcja marketingowa mająca na celu zwiększenie popularności największych klubów na całym świecie. Otwarcie i dotarcie do nowych rynków doprowadzi do zwielokrotnienia zysków zarówno ze sprzedaży klubowych produktów jak i praw reklamowych. Łączy to w sobie dwie kwestie, praktyczne (dla klubu) z pożytecznym (dla kibiców). Chociaż nie wyobrażam sobie na razie tego, że United przyjeżdża na przedsezonowe turnee po Polsce ale niemniej jednak chciałbym móc wziąć w tym udział.
Mam nadzieje ze wszyscy z nas doskonale zdają sobie sprawę tego, że United będzie w tym sezonie gościć podczas Turnieju w Monachium, oraz że wybiera się na turnee po Azji. Zachęcam, zatem wszystkich z nas, jeśli nie do udziału, to przynajmniej do śledzenia poczynań naszych ulubieńców. Kto wie, czy nie ujrzymy rozkwitu formy Kiko Machedy, Danny'ego Welbecka lub Darrona Gigsona!?
Wakacje nie muszą być zatem pustynią jeśli chodzi o naszą wspólna pasję, gdyż rozrywek i różnego rodzaju atrakcji na pewno nam nie zabraknie. Jeśli macie jakieś własne sposoby na spędzanie futbolowych wakacji będę bardziej niż szczęśliwy jeśli podzielicie się ze mną waszymi pomysłami pod tym wpisem. Organizujecie jakieś imprezy albo wyjazdy? A może spędzacie całe wieczory wspominając stare mecze albo bierzecie sprawy we własne ręce i kopiecie gałę ze znajomymi aż do upadłego?
Mimo tego, że wielu uważa wakacje za okres ogórkowy, sprzyjający jedynie biernemu odpoczynkowi od karuzeli ligowej czy też pucharowej, dla spragnionych tez znajdzie się coś ciekawego i to bez względu na miejsce czy czas. Liga ligą, puchary pucharami, ale wakcje mają też swój unikalny klimat, który z futbolem ma także wiele do czynieia. Można zatem stwierdzić, że ten który chce, może cieszyć się pięknem tej gry przez okrągły rok.
niedziela, 24 maja 2009
Upiory ze Stamford Bridge
To, co napiszę poniżej jest pewnego rodzaju próbą pogodzenia się z wydarzeniami zaistniałymi w drugim półfinałowym meczu LM pomiędzy Chelsea FC a FC Barceloną. Owo spotkanie, które odbyło się na Stamford Bridge przeszło już zapewne do historii piłki nożnej ze względu na rozstrzygnięcie oraz sposób, w jaki do niego doszło. Sądzę, że większość kibiców na świecie nie przeszła obok tego wydarzenia obojętnie. Ja tym bardziej, będąc nie tylko kibicem Man Utd lecz sympatyzując także z klubem ze stolicy Katalonii [zaraz fani Barcelony zrobią u nas jakiś zamach stanów - dop. Wiktor M.]. Dlaczego artykuł ten znalazł się na Redlogu? Odpowiedź jest prosta - gdyż każdy z nas, kibiców, mógłby się znaleźć w takiej sytuacji jak kibice jednej z wyżej wymienionych drużyn. Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie rozmowa z moim bratem, który upierał się przy tym, że Barça nie zasłużyła na awans do finału, bo przecież sędzia nie odgwizdał kilku oczywistych karnych, czym skrzywdził Chelsea i jej kibiców. Dyskusja w efekcie przeszła później na tematy dosyć ogólne, a mianowicie na jeden z moich ulubionych, czyli „kto wygrywa mecz: lepszy, czy skuteczniejszy”. Poglądów na ten temat jest zapewne co najmniej tyle, ile osób w tej sprawie się wypowiadających, ale jedno pozostaje niezmienione. Faktem jest i będzie, że mecze piłki nożnej z reguły maja na celu wyłonić zwycięzcę, czyli, teoretycznie, lepszą drużynę z dwóch rywalizujących. Tutaj jednakże często słyszę argumenty, że nie zawsze wygrywa drużyna lepsza. Wyobraźmy sobie, że przedstawiamy tak sytuację jakiemuś laikowi, który w ogóle nie rozumie piłki nożnej, ale cechuje się zdrowym rozsądkiem. Jaki będzie płynął z tego wniosek? Ano taki: „po co w ogóle grać w tą piłkę nożną skoro można być lepszym i przegrać?” Dlatego uważam powyższą argumentację za bezzasadną. Dla mnie jedynym i oczywistym kryterium, kto był lepszy na boisku jest skuteczność. Bowiem, na tym polega piłka nożna, że jeśli chce się wygrać mecz trzeba „po prostu” strzelić o jedną bramkę więcej niż rywal. To właśnie dzięki swej prostocie jest ideałem i można by przenieść tą konstatację na wiele innych pól ludzkiej rywalizacji. Podsumowując, wygrywa ten, kto okaże się lepszy. Okaże się lepszy ten, kto wygra mecz. Wygra mecz ten, kto strzeli więcej bramek. Jasne i oczywiste! Jak to się ma do tamtego meczu spytacie? Otóż w bardzo prosty sposób. Kibice Chelsea słusznie czują się skrzywdzeni, ponieważ ich drużyna została kilkukrotnie pozbawiona szansy na strzelenie bramki. Pamiętajmy jednak, że karny jest jedynie okazją do strzelenia bramki, że nie jest on tożsamy ze zdobyciem bramki, jak wiele osób, nie do końca słusznie, uważa. Przywołam ponownie dosyć mylący faktor, a mianowicie stopień prawdopodobieństwa. Wiele osób twierdzi, że rzuty karne to loteria. Załóżmy, zatem, że stopień prawdopodobieństwa zdobycia bramki z rzutu karnego wynosi (co jest bardzo prawdopodobne) 50%. Dużo czy mało? Biorąc pod uwagę, że oznacza to zarazem, że szans nie zdobycia bramki są równe swemu przeciwieństwu wniosek jest oczywisty. Mało! Idąc dalej, Chelsea została pozbawiona kilku mało prawdopodobnych szans na zdobycie bramki, bo pewności, że Ballack, Drogba albo „Fat Frank” zdobyliby gola z karnego nie mamy i wnioskując z powyższego mieć nie możemy. O ile ich [kibiców Chelsea] skrzywdzenie jest uzasadnione, o tyle musimy pamiętać, że dogodnych sytuacji do przesądzenia o losach spotkania mieli wystarczająco dużo w drugiej połowie spotkania. Pamiętać musimy, że decyzją trenera [Guusa Hiddinka] Chelsea grała cały dwumecz koncentrując się na głębokiej defensywie i kontrataku. O ile taktyka ta przyniosła połowiczny efekt na Camp Nou, o tyle o wiele skuteczniejsza okazała się do 93 minuty drugiego spotkania. Obierając taką taktykę trzeba mieć na uwadze fakt, że strata bramki podczas meczu u siebie może w mgnieniu oka zdewastować to, co drużyna osiągnęła i pozbawić jej awansu, co właśnie miało miejsce w tym dwumeczu. Nie można zatem całą winą za niepowodzenie obarczać błędnych decyzji sędziego, ponieważ sposób gry jaki obrała Chelsea był bardzo ryzykowny, tym bardziej jeśli gra się przeciwko drużynie opierającej całą swą grę na ofensywie. Gdyby zatem całe spotkanie zakończyło się wygraną Chelsea nikt by pewnie nie pamiętał o błędnych decyzjach sędziego. Zakrawałoby to oczywiście o hipokryzję, gdyż, obiektywnie, także i w tym przypadku wypaczyły one przebieg spotkania, ale nie wynik. Rozumiem rozgoryczenie kibiców Chelsea, oraz mieszane uczucia kibiców Blaugrany, ale jedno musi być jasne. Zasady przed tym meczem były jasne. Awansują londyńczycy, jeśli wygrają. Klub z Katalonii natomiast awansuje wtedy, gdy wygra lub bramkowo zremisuje. Sytuacja, zatem wyglądała mniej komfortowo dla Chelsea, tym bardziej, że opierając swą grę na defensywie stawia się dodatkowo w trudniejszym położeniu. Jeśli chodzi o kibiców Blaugrany, tak jak wcześniej wspomniałem, rozumiem ich odczucia. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że tym, co ostatecznie przesądziło o awansie była bramka strzelona w doliczonym czasie gry. Sędzia nie podarował im karnego z kapelusza i nie uznał bramki, której nigdy nie było. Dodatkowo, nie anulował także prawidłowo strzelonej bramki Chelsea, mimo że ta miała sporo okazji, aby ją zdobyć. O ile zawodnicy i kibice nie zawdzięczają awansu jedynie sędziemu i jego błędom, o tyle pamiętać muszą, że w tym meczu, parafrazując dobrze znane powiedzenie, Barcelonie sprzyjało więcej szczęścia niż umiejętności. Takie sytuacje uczą nas pokory oraz szacunku do przeciwnika, a przede wszystkim szacunku do losu. Idealnie, jako konkluzja, pasuje tu inne powiedzenie, a mianowicie mówiące, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Jakie ma to wszystko znaczenie dla Manchesteru United spytacie? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Wszyscy doskonale pamiętamy finał Ligi Mistrzów z 1999 roku. Wyjąwszy błędy sędziowskie z tegorocznego spotkania, oba mecze [Bayern vs Man Utd oraz Chelsea vs Barça] były bardzo podobne pod względem dramatycznej końcówki. O ile wcześniejszy dał lekcję pokory klubowi z Manchesteru o tyle ten drugi uczynił to samo dla Blaugrany. Mając powyższe na uwadze, możemy spodziewać się wielkiego widowiska w Rzymie. Nie zdziwiłbym się gdyby przebieg spotkania był także napięty, a końcówka dramatyczna, bowiem obie drużyny grające w finale udowodniły w tym sezonie, że oprócz umiejętności, zgrania i talentu nie brakuje im także waleczności i serca do gry. Oczekuję zatem niezapomnianego widowiska, które na zawsze przejdzie do annałów piłki nożnej. Niech wygra lepszy!
sobota, 03 stycznia 2009
Raz im się udało...
O co chodzi z ta całą afera z niedzielnym meczem Man Utd z Southampton w FA Cup? Otóż złożyło się tak, żejutrzejszy oponent Diabłów pokonał ich w finale FA Cup w 1976 co zaprezentowane zostało na filmach poniżej: Gol:
Lap of Honour:
Wielka moim zdaniem afera z niczego. Już spieszę z wytłumaczeniem dlaczego: 1. Sezon 2004-2005 - wygrana Man Utd włśnie z Southampton też FA Cup, ostatni raz kiedy kluby spotkały się w pucharach, 2. Man Utd nie odpadło z FA Cup w trzeciej rundzie od 1984 roku, 3. Southampton są o 40 miejsc niżej niż Man Utd w tabelach klubowych przed tym meczem, 4. Z ostatnich 8 meczów, The Saints nie wygrali żadnego, po cztery remisując i przgrywając, 5. Ostatnie zwyciestwo odnotowali 11 meczó temu, kiedy 22 listopada pokanali Reading 2-1, 6. United sa niepokonani w ostatnich 13 meczach, z których wygrali 4 ostatnie, 7. Z 10 meczów jakie obie drużyny zagrały w FA Cup United wygrali 7, padł 1 remis a The Saints wygrali zaledwie 2 razy Z powyższego wynika zatem, że Southampton nie ma większych szans na wygraną... Dlaczego umieściłem powyższe filmiki? A niech maja i się cieszą z tego co było, bo tak naprawde tylko tyle im pozostaje. P.S.oto dodatkowe dane statystyczne: dane statysyczne wykorzystane we wpisie pochodzą z bbc.co.uk/sport
piątek, 02 stycznia 2009
Jose powrócił! I wali z grubej rury!!
Tak moi drodzy, wielki taktyk nowoczesnego (defensywnego?) futbolu wrócił do tego co umie robić najlepiej. Nie chodzi tu bynajmniej o jego geniusz taktyczny (wtf?) ani tez modny sposob ubierania. Wszyscy zapamietali go jako genialnego stratega, którego główną zasługa by meczy nie-przegrywanie, co pewnie przypodobałoby sie Panowi Stecowi wnioskując po tym artykule. Wszyscy doskonale pamietamy buńczyczne wywody złotoustego portugalczyka i tak sie sklada, że otrzymaliśmy, moi drodzy czytelnicy, kolejny obiekt do podziwiania. W prasie internetowej pojawiła sie jego najnowsza wypowiedź, którą możemy przeczytać dzięki Goal.com.Brakowała nam tego, kibicom druzyn angielskich, kiedy to boski Jose upatrywał rozwiązania swoich problmów w krytyce okoliczności przyrody jakie to towazyszą drużynie kierowanej przez mistrza. Pamiętam jego wywody jek to w 2006 rokujego Chcelsea odpadła z LM po dwumeczu z FC Barcelona. Wtedy winowajca okazało się przyznanie czerwoje kartki zawodnikowi dryżyny z Londynu, del Horno, za bezpardonowy faul na Leo Messim. Co ciekawe, nigdy nie obwiniał on zawodników, trenerów czy tez sędziów, lecz okoliczności które miały miejsce na boisku, same zdarzenia. Tym raze tez jest podobnie. Jose nie twierdzi że Vidić zrobił cos złego, nie uważa też, że sędzia FIFA popełniła błąd ale po prostu jest zdania, że Vidic nie powinien zagraqc w dwumeczu z Man Utd w LM w tym roku i tak ma być. Z cała premedytacją nie kieruje swojej wypowiedzi do konkretnej osoby tylko wygłasza swój boski osąd i zapewne twierdzi: "Powinno być tak , jak ja mówię, a jeśli tak nie będzie, to nie moja wina, że przegraliśmy bo nie stało się tak jak ja mówiłem, nikt mnie nie posłuchał i dlatego źle się stało, na czym straci cały swiat". Czy powinniśmy zatem już teraz, tak jak i Mourinho, pogodzić się z faktem, że Inter Milan odpadnie z LM już w lutym? Powiem szczerze, że ja nie narzekałbym... Jeśli się tak stanie to świat pozostanie niezmieniony. Boski Jose będzie sobie nadal narzekał, wszyscy będą dyskutować na temat jego dowodów ale nikt biedaczka nie posłucha. Zły jest świat, że jest jaki jest, że nikt go nie słucha... A niech nie słucha,bo to on na tym straci i jeszcze się sam o tym przekona, tak jak teraz przekonuje się o tym Roman - rzecze sobie pewnie przed lustrem boski Jose kiedy goli się każdego ranka. Powiem szczerze, że z jednej strony brakuje mi jego wywodów na temat piłki brytyjskiej i pwodoów do kpin jakich mi zawsze dostrczał. Z drugiej strony, nie żałuję, że teraz trafił do Włoch bo takich jak on, mistrzów (nie)ciętej riposty tam nie brakuje. Po prostu trafiła kosa na kamień.
środa, 29 października 2008
Man Utd vs West Ham
Mecz trwa w najlepsze, zawodnicy wychodzą już na drugą połowę a ja prezentuję oceny po pierwszej połowie: Kuszczak 6 - nie mial za bardzo co robic
wtorek, 28 października 2008
Cristiano Ronaldo – wzbudza podziw, irytuje czy zachwyca…
… tak naprawdę to chyba wszystkiego po trochu. Nie można odmówić mu talentu piłkarskiego, wszakże jego dryblingi, rajdy skrzydłami czy wreszcie strzały nie do obrony porywają tłumy jakie przybywają na Old Trafford. Tłumy skandujące jego imię, czemu nie można się dziwić, gdyż za każdym razem, kiedy jest przy piłce wszyscy spodziewają się jakiegoś czarującego zagrania, minięcia przeciwnika i zejścia ze skrzydła do środka w celu pokonania bramkarza precyzyjnym uderzeniem prosto w okienko bramki. I zazwyczaj właśnie to widzą. Innym razem potrafi zaskarbić sobie uznanie kibiców rzutem wolnym wykonanym tak, że piłka leci w powietrzu jakby ignorowała reguły fizyki. Nic więc dziwnego, że tłumy wiwatują jego nazwisko i oklaskują gdy schodzi z boiska. Wszechobecne obawy dotyczące przyjęcia młodego Portugalczyka na OT po zamieszaniu z transferem do RM zostały bezdyskusyjnie rozwiane, gdy został przywitany owacjami podczas powrotu do gry po kontuzji. Z miejsca zaczął zachwycać pięknymi zagraniami i nawet jego słaba skuteczność jest wybaczana i „rozgrzeszana” przez Manców niedawno przebyta operacją. Mam jednak wrażenie, że istnieje pewne grono kibiców United, którym Portugalczyk po woli zaczyna działać na nerwy. Nie negują oni osiągnięć Ronaldo jako piłkarza - wręcz przeciwnie, należą do osób gorliwie popierających jego kandydaturę do zdobycia nagrody Balon d’Or miesięcznika France Football. Bezdyskusyjny pozostaje bowiem jego wkład w trofea zdobyte przez United. Jest jednak w jego osobie coś, co może zrazić do niego. Sposób bycia Ronaldo bywał już przedmiotem dyskusji, ale moim zdaniem przybrał ostatnio na aktualności. Jest to zasługa trwającej w mediach licytacji tego, kto ma zostać wybranym na najlepszego zawodnika mijającego roku. Portugalczyk wydaje się być „pewnym” kandydatem do nagrody, nie tylko jeśli chodzi o typy bukmacherów. Wielokrotnie sam daje do zrozumienia, że zasługuje na najwyższe laury podkreślając swe osiągnięcia, czym nie tylko gra na nosie innym zawodnikom, ale także buduje wokół się pewną nieznośną aurę. Swoim sposobem bycia skupia coraz bardziej uwagę na cechach charakteru przed umiejętnościami piłkarskimi. Dla mnie sprawia wrażenie tak pewnego siebie i swojego geniuszu, że zaczyna mu to trochę zasłaniać rzeczywistość. Zachowuje się jakby wszystkie jupitery na stadionie oświetlały tylko jego osobę a pozostali zawodnicy jedynie bezmyślnie biegali kierowani jego blaskiem. Prawdopodobne, że właśnie tą cechę jego charakteru chcieli wykorzystać włodarze Realu Madryt w celu sprowadzenia go pod swój dach. Jednakże wydaje mi się, że tam Ronaldo byłby jedynie skupiony na swej osobie i rychle powtórzyłby błędy swego imiennika. Podobnie postąpił Beckham, który, jak widzimy wszyscy, nie wylądował najlepiej. Faktem jest, że na Półwyspie Iberyjskim gra się w piłkę ładniej, ale przeprowadzki do tamtejszych klubów nie zawsze wychodzą zawodnikom na dobre. Wielu zawodników United i nie tylko wzięło udział w dyskusji na temat jego zachowania w bardziej lub mniej znaczący sposób. Jednak, co najbardziej znaczące, w krytycznych momentach zabierał głos także sam Sir Alex Ferguson. Na niedawnej gali wręczenia nagrody FifPro dla piłkarza roku podkreślił, że Ronaldo może się jeszcze rozwijać aby stać się jeszcze lepszym zawodnikiem. Zależy to przede wszystkim od doświadczenia, które pomaga odnaleźć się piłkarzowi na boisku i poza nim. Cieszy mnie postawa Fergiego, który na każdym kroku dba o prawidłowy rozwój swoich gwiazd. Kieruje nim tak, aby stawali się coraz lepsi oraz nigdy nie zapominali o tym, co jest najważniejsze w sportach drużynowych, czyli o współpracy między zawodnikami. Dopóki Cristiano pozostaje pod wpływem SAF, dopóty możemy być spokojni, że z dużym prawdopodobieństwem nie „odbije” mu przysłowiowa palma. Przykładem dla niego powinien być moim zdaniem Ryan Giggs, którego uważam za 100% „produkt” i żywe wcielenie myśli szkoleniowej Fergusona. Przy tym pamiętać musimy, że Walijczyk nie zawsze był takim zawodnikiem jak dziś. Wydaje mi się, że Szkot będzie dokładał wszelkich starań, aby skierować C.Rona na podobną ścieżkę. Kto wie, może kiedyś przyjdzie nam oglądać Portugalczyka w podobnej roli, jaką obecnie odgrywa Walijczyk? Wszystko jak zwykle pozostaje w rękach Sir Alexa.
niedziela, 26 października 2008
Ten print-screen został zrobiony przed wszystkim ku przestrodze Czerwonym Diabłom a także jako pocieszenie na koniec sezonu dla pewnego wiernego Scousera. Będzie Jej przypominał, że także i w tym sezonie Jej klub przeżywał dabre momenty. Jednakże, jeśli stanie się to czego się obawaim, bedę sam pluł sobie w brodę, że dałem się zwieść dumie i opublikowałem to zdjęcie. Nosotros no son "DREAM TEAM".
Guardiola: Nigdy nie przyrównujcie nas do Dream Teamu! przetłumaczone na podstawie artykułu, który ukazał się w wydaniu internetowym sport.es dnia 24.10.2008 UNITED FOR LIFE
Spytany o możliwość przeprowadzki z wysp za granicę, Rooney odpowiedział The Mirror:, “Dajcie spokój, wyobrażacie sobie mnie grającego dla jakiejś zagranicznej drużyny? Ja kocham Anglię, kocham być blisko mojej rodziny”. źródło: GOAL.COM
piątek, 24 października 2008
Las cuatro joyas de la cantera valen 220 millones.
Kiedy Pep Guardiola przejmował ster na Camp Nou, niewielu wyobrażało sobie, że w „kuźnia” Barcelony może posiadać taki potencjał oraz dać tak wiele pierwszej drużynie, tym bardziej biorąc pod uwagę brak pewności czy tacy zawodnicy jak Deco, Ronaldinho czy Eto’o pozostaną w klubie. Natomiast nowi zawodnicy jak: Alves, Hleb, Keita czy Cáceres nie należeli do największych nazwisk. Na dodatek, z powodu Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii, Guardiola musiał rozpoczynąć przygotowania do nowego sezonu włączając do klubu sporą ilość zawodników z Barça Atlètic. To właśnie w meczach we Florencji, Chicago czy Nowym Yorku młode talenty z „kuźni” mogły odegrać znaczącą rolę w drużynie, a mowa tu konkretnie o Pedro, Busquets’ie czy Jeffren’ie. Czy było to spowodowanye faktycznie tym, że trenerowi brakowało zawodników, czy też już wtedy zauważył potencjał jaki posiada młodzież klubu? Jednakże niejasności zostały szybko rozwiane kiedy Pedro zadebiutował w meczu z Wisłą Kraków a Busquets ropoczął mecz w wyjściowej jedenastce przeciwko Racingowi w pierwszym swoim oficjalnym wystepie na Camp Nou. Wystarczyło jedynie, żeby upłyneły dwa miesiące oficjalnych rozgrywek, aby udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania. Przede wszystkim Guardiola zadbał o to, aby nikt nie pamiętał o tych, którzy opućcili klub. Po drugie, „kuźnia” zyskała na znaczeniu i zaczęła pełnić rolę jakiej nigdy do tąd nie posiadała. Co jednak najważniejsze, główną rolę w klubie przejeli zawodnicy, którzy skończywszy swoje wcześniejsze zadania, zajęli miejsce zwolnione przez poprzednich zawodników. Dzięki temu, nikt teraz nie może zaprzeczyć, że Messi, Iniesta, Xavi oraz Bojan stali się dla klubu czystym złotem. Dzieki nim oraz nowo przybyłym zawodnikom, Barca Guardioli stała się drużyną, która zadziwia i zachwyca swą magiczną grą, oferuję cudowne bramki ale przede wszystkim... zwycięstwa. Dla Cules, fakt, że czterech najwybitniejszych zawodników na świecie gra w ich klubie musi stanowić powód do dumy. Leo Messi, wraz z Cristioano Ronaldo, jako wielka gwiazda „dnia dzisiejszego” oraz Xavi i Iniesta nie zamierzają pozostawać w blokach. „Terrasa” został wybrany na najlepszego zawodnika finałowego turnieju Mistrzostw Europy w tym roku a Iniesta otrzymuje pochwały kierowane z całego świata, włączając samego Pele. Na widok ich klasy wszyscy zdejmują czapki z głów. Ile trzebaby wydać dziś pieniędzy aby móc skorzystac z usług któregokolwiek z w/w piłkarzy, dołączając do tego jeszcze Bojana? Kataloński SPORT zadał sobie trud aby zadać takie pytanie znanym piłkarskim biznesmenom i wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że nie ma na świecie pieniędzy, za które możnaby zapewnić sobie usługi Leo Messi’ego. Jeśli Man Utd nie skozystało z okazji kiedy Real Madryt chciał zapłacić 100mln Euro za C. Ronaldo, to taka suma staje się minimalną hipotetyczna kwotą, którą należałoby wyłozyć na stół przed działaczami FC Barcelony za Messiego, który ma mieć w kontrakcie wpisaną kwotę odstępnego w wysokości 150 mln Euro.
Jeśli chodzi o Bojana, to kwota oscyluję wokół 30 mln, ponieważ dopiero od dwóch lat jest profesjonalnym piłkarzem, ale FC Barcelona zdaje sobie sprawę już teraz ile mogłyby za niego zapłacić takie kluby jak chociażby Chelsea. Europejski potentat zdaje sobie sprawę, że Bojan w niedługim czasie stanie się jednym z najlepszych napastników przyszłości, skutkiem czego Barca bedzie chciała podwyższyć mu kontrakt w celu odstraszenia potencjalnie zainteresowanych klubów. przetłumaczone na podstawie artykułu, który ukazał się w wydaniu internetowym sport.es dnia 24.10.2008 |